Święta, magiczny czas, kiedy Zbyszkowi przypomina się, że odkurzacz nie jest diabolicznym narzędziem Marzeny do wytwarzania dodatkowego w lato ciepła i przenikliwie drażniącego dźwięku. Okna nabierają dawnego blasku, znanego z poprzednich uroczystości spędzanych w rodzinnym gronie. Łukasz i Kamila nie mogą doczekać się świątecznej wyżerki, a kiedy nikt nie widzi Krystian zajada się już od tygodnia słodyczami, które miały starczyć dla wszystkich jak już pozamykają te cholerne sklepy.
31 marca 2018
23 kwietnia 2017
prywatność? nie, dziękuję
6 lutego 2017
czekolady?
Czy kiedykolwiek próbowaliście podróżować na własną rękę? Wziąć plecak, namiot i wyruszyć w nieznane knieje oddalone o 35,5 km za rodzinnym miastem? Ludzie przeklinają tam czasami z akcentem na inną literę, miejscowe loszki noszą miniówki o pół centymetra wyżej, a żarełko w maku smakuje dokładnie tak samo. Wszystko to przekłada się na utopijną wizję miasta marzeń. Otóż jako przeklinający w innym dialekcie cudzoziemiec można tam wyrwać laskę stawiając jednego drinka mniej. Po dwu i pół minutowym epizodzie na tylnym siedzeniu clio z 95 da radę jeszcze podskoczyć do drajwa, zjeść domowy obiadek i powspominać komunię, na której wredna ciocia żałowała na pleja i kupiła rower... Łezka w oku się kręci.
9 kwietnia 2016
dziewczyny za kółkiem
Uwaga. Wpis ocenzurowany. Szczegóły znajdują się u dołu wpisu.
Żyjemy internetem i tym, czym nas żywi. Dlatego każdego poranka sięgam po telefon z nadzieją, że tinder znalazł dla mnie nową parę, na snapchat'a ktoś w końcu wrzucił cycki, a fejsbuk oprócz informacji o urodzinach pokaże, że ktoś lubi moją nową profilówkę. Tinder chyba nie działa ( jakby ktoś naprawiał takie rzeczy to dajcie znać ). Snapchat nic ciekawego nie potrafi wyłapać. "W fejsbuku nadzieja" ( tak sobie myślę ) ale okazuje się, że nie pojawia się tam nic, oprócz memów z chorującymi na przeziębienie ( przez całą jesień, zimę i wiosnę ) Januszami, a w tym czasie ktoś po piwo i rolady jeździć musi.
27 marca 2016
"co ma piernik do wiatraka?" czyli niby o niczym, a jednak coś
Ludzie powtarzają sobie różne śmieszne powiedzonka. Przeważnie przychodzą one do głowy w momentach krytycznych, np. wyłączyli prąd, pakiet na internet w telefonie się skończył, a za chwilę ma się pojawić pierwszy odcinek nowego sezonu gry o tron. Wtedy na język nasuwa się dziwne stwierdzenie, przeczące prawu Murphy'ego, tj. "gorzej już być nie może". Wpadasz na pomysł obejrzenia odcinka u znajomego. Wsiadasz do auta, które nie chce odpalić. Wsiadasz do drugiego. Wyjeżdżasz na drogę. Ostro hamujesz przed tuptającym jeżem. W dupę wjeżdża Ci znajomy spieszący się na rozgrzewanie papci dla szefa. Ogólnie ma większy problem niż Ty, a nie widział nawet jeża. Nie zapiąłeś pasów, więc nos rozwaliłeś na kierownicy. Wyskakujesz z auta zapominając (o hańbo) o grze o tron. W tym momencie znajomy po chwili zadumy wypowiada magiczne "a może jakoś się dogadamy. a nos? do wesela się zagoi!" Jeż dalej tupta.




