Rozpoczynając dzień otwierasz i przecierasz oczy ze zdziwienia, bo Twoje mieszkanie niestety nie jest zamkiem ze służbą na każde chrząknięcie. W pościel nie są wszyte złote nici, a w kuchni Amaro nie przygotowuje dla Ciebie wykwintnego śniadania. W kominku (którego też nie ma w Twojej sypialni) nikt jeszcze nie napalił, a w łazience służba zapomniała wymienić rolkę z papierem toaletowym. Na domiar złego patrząc za okno nie widzisz lazurowego wybrzeża tylko kilka drzew, sąsiada ćmiącego porannego papieroska i psa błąkającego się po ulicy w poszukiwaniu człowieka z piwem lub auta jadącego zbyt szybko. A przecież miałeś zostać prezydentem...
Co zrobiłeś źle?
Przecież od małego szczyla pchającego wszystko buzię i majty mama podpowiadała Ci, że zostaniesz prezydentem lub piosenkarzem. Wierząc jej słowom chodziłeś na lekcję aktorstwa i pchałeś się do różnych kółek muzycznych by rozwijać się wokalnie. Teraz potrafisz śpiewająco kłamać w żywe oczy, brawo! Niby na polityka jak znalazł. Patrząc jednak na podobieństwo rodzin Underwood i Duda, które różnią się tylko dzieckiem i terenem panowania domyślasz się, że żeby stanąć na tak wysokim szczeblu, musisz coś mieć za uszami. Ołówek w niczym nie pomógł. Papieros bardziej pasował do ręki niż ucha. Piosenkarze przecież dużo piją! No tak, żul zza sklepu "Grażyna" też, a jakoś gwiazdą pop nie został. To może jakieś narkotyki? Będziesz miał polot i napiszesz kilka dobrych słów przemowy/piosenki, albo wypadniesz przez okno trzymając się karnisza z firanką udając białego batmana. I tak właśnie olałeś swoją wizję bycia prezydentem i piosenkarzem.
Drodzy rodzice a gdyby tak wmawiać dzieciakom, że w przyszłości zostaną bezrobotnymi Januszami? Wtedy może w ramach młodzieńczego buntu obserwowaliby giełdę papierów wartościowych i rozwój gospodarki, a na nocny czilałt wybieraliby się na grupowe czytanie Pana Tadeusza.
Przecież od małego szczyla pchającego wszystko buzię i majty mama podpowiadała Ci, że zostaniesz prezydentem lub piosenkarzem. Wierząc jej słowom chodziłeś na lekcję aktorstwa i pchałeś się do różnych kółek muzycznych by rozwijać się wokalnie. Teraz potrafisz śpiewająco kłamać w żywe oczy, brawo! Niby na polityka jak znalazł. Patrząc jednak na podobieństwo rodzin Underwood i Duda, które różnią się tylko dzieckiem i terenem panowania domyślasz się, że żeby stanąć na tak wysokim szczeblu, musisz coś mieć za uszami. Ołówek w niczym nie pomógł. Papieros bardziej pasował do ręki niż ucha. Piosenkarze przecież dużo piją! No tak, żul zza sklepu "Grażyna" też, a jakoś gwiazdą pop nie został. To może jakieś narkotyki? Będziesz miał polot i napiszesz kilka dobrych słów przemowy/piosenki, albo wypadniesz przez okno trzymając się karnisza z firanką udając białego batmana. I tak właśnie olałeś swoją wizję bycia prezydentem i piosenkarzem.
Drodzy rodzice a gdyby tak wmawiać dzieciakom, że w przyszłości zostaną bezrobotnymi Januszami? Wtedy może w ramach młodzieńczego buntu obserwowaliby giełdę papierów wartościowych i rozwój gospodarki, a na nocny czilałt wybieraliby się na grupowe czytanie Pana Tadeusza.
Czy musi tak być?
Hoho, otóż nie. Cały problem w tym odszukiwaniu siebie w młodzieńczych latach nie polega na tym, że za mało chodziliśmy na lekcje śpiewu czy tam tańca. Można oczywiście pokochać godziny spędzone na otwieraniu i zamykaniu ust produkując czasami miłe dla ucha brzmienia. Tak samo można pokochać jednoczesne unoszenie prawej nogi i lewej ręki, by potem pozwolić im chaotycznie opaść dla sztuki. Ustatkowany trzydziestolatek szkolony w przenoszeniu gór cementu, do samej zmiany pracy na lepszą potrzebuje sporego kopniaka, bo co z tego że tam oferują lepsze pieniądze za siedzenie przed biurkiem, a tutaj wkurza go szef. Musi przecież opłacić rachunki, a co jeśli niebo spadnie na głowę, a co jeśli zaatakują nas smoki. Tutaj może nie jest idealnie, ale tak źle też nie. Młodsi od starszych różnią się tym, że mając jakąś wizję siebie chcą brnąć w tym kierunku. Nie patrzą na konsekwencje i nawet wielka góra kupy i wizja tarzania się w kuwnie, będzie tylko kolejną przygodą (a nie przeszkodą) na drodze do spełniania marzeń.
Co zrobić?
Jednak tak jak siadając na muszli nie zaczynasz od podcierania się, tak chodzenia nie nauczysz się od prób biegu. Dlatego w żadnym przypadku nie mówię: "rzuć wszystko i pójdź za mną", bo a) nie mam miejsca w Wielkiej Trójce i b) nie ma to najmniejszego sensu (nad "c" nie chce mi się myśleć, ale jakieś by się znalazło). Mówię tylko, żebyś zaczął wszystko powoli i małymi kroczkami dążył do celu. Chcesz być fotografem - kup aparat. Chcesz podróżować - kup mapę. Chcesz zostać malarzem - maluj. Pamiętaj, że machanie nogami w powietrzu do niczego Cię nie doprowadzi. Dlatego żeby zacząć raczkować, trzeba odwrócić się o 180 stopni i położyć się na brzuszku. Potem tylko nie przestawaj próbować i podnosić się kiedy upadniesz.
P.S. Może nie jestem wspaniałym i lśniącym przykładem, ale ja już się odwracam.
Teraz pora na Ciebie.
Hoho, otóż nie. Cały problem w tym odszukiwaniu siebie w młodzieńczych latach nie polega na tym, że za mało chodziliśmy na lekcje śpiewu czy tam tańca. Można oczywiście pokochać godziny spędzone na otwieraniu i zamykaniu ust produkując czasami miłe dla ucha brzmienia. Tak samo można pokochać jednoczesne unoszenie prawej nogi i lewej ręki, by potem pozwolić im chaotycznie opaść dla sztuki. Ustatkowany trzydziestolatek szkolony w przenoszeniu gór cementu, do samej zmiany pracy na lepszą potrzebuje sporego kopniaka, bo co z tego że tam oferują lepsze pieniądze za siedzenie przed biurkiem, a tutaj wkurza go szef. Musi przecież opłacić rachunki, a co jeśli niebo spadnie na głowę, a co jeśli zaatakują nas smoki. Tutaj może nie jest idealnie, ale tak źle też nie. Młodsi od starszych różnią się tym, że mając jakąś wizję siebie chcą brnąć w tym kierunku. Nie patrzą na konsekwencje i nawet wielka góra kupy i wizja tarzania się w kuwnie, będzie tylko kolejną przygodą (a nie przeszkodą) na drodze do spełniania marzeń.
Co zrobić?
"Wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: Co lubię w życiu robić? A potem zacznij to robić." - Laska
Jednak tak jak siadając na muszli nie zaczynasz od podcierania się, tak chodzenia nie nauczysz się od prób biegu. Dlatego w żadnym przypadku nie mówię: "rzuć wszystko i pójdź za mną", bo a) nie mam miejsca w Wielkiej Trójce i b) nie ma to najmniejszego sensu (nad "c" nie chce mi się myśleć, ale jakieś by się znalazło). Mówię tylko, żebyś zaczął wszystko powoli i małymi kroczkami dążył do celu. Chcesz być fotografem - kup aparat. Chcesz podróżować - kup mapę. Chcesz zostać malarzem - maluj. Pamiętaj, że machanie nogami w powietrzu do niczego Cię nie doprowadzi. Dlatego żeby zacząć raczkować, trzeba odwrócić się o 180 stopni i położyć się na brzuszku. Potem tylko nie przestawaj próbować i podnosić się kiedy upadniesz.
P.S. Może nie jestem wspaniałym i lśniącym przykładem, ale ja już się odwracam.
Teraz pora na Ciebie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz