Rozejrzała się po ulicy. Drobne płatki śniegu opadały leniwie na ziemię. Kilka pijanych osób siedziało na parapecie sklepu sieci "tanie piwo! wypijesz nawet wewnątrz, ale jakby ktoś wchodził to schowaj". Kilka pijanych osób prawdopodobnie dzieliło już skórę na niedźwiedzicy, która właśnie na nich spojrzała i najwyraźniej nie była zainteresowana, bo poszła w przeciwnym kierunku. Patrzyła przed siebie, bo najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie tam. Nie wiedziała jednak jeszcze co wspaniałego kryje biały puch mruczący przy każdym kolejnym kroku. Wychodząc z domu była pewna, że potrzebuje orzeźwiającego wieczornego spaceru. Teraz kiedy słyszała, że śnieg zgrzytał również gdzieś za nią i woń alkoholu przyniesiona z wiatrem raził w nos była pewna, że to był zły pomysł.
Przyspieszyła.
Śnieg za nią chrumkał teraz krócej i w mniejszych odstępach czasu. Gwizd.
- A co to za piękna pani drepcze sobie sama o tak późnej porze? - zapytał pijany pan Śnieg.
- Głupi jesteś, przecież to nie jakaś pani, to dama! - dodał jego kolega, pan Lód.
Przyspieszyła.
Śnieg za nią chrumkał teraz krócej i w mniejszych odstępach czasu. Gwizd.
- A co to za piękna pani drepcze sobie sama o tak późnej porze? - zapytał pijany pan Śnieg.
- Głupi jesteś, przecież to nie jakaś pani, to dama! - dodał jego kolega, pan Lód.
- Ta z dupą kręcącą się dookoła świata i skaczącymi balonami przy każdym ruchu...

