Obudziła
się. Nie wiedziała czy ramię, część głowy i tyłek zostały odcięte podczas snu i
zabrane do analizy przez jej ubezpieczyciela badającego skrajne zbieżności losu
dotyczące wypadków w warunkach domowych, czy może obcy zechcieli z nią zagrać w
ciepło-zimno w wersji ekstremalnej rozrzucając kawałki ciała po mieszkaniu i
przez wszczepiony czip, informować boli-nie boli. Wersja z kosmitami byłaby o
tyle ciekawsza, że wiedziałaby, do której części ciała aktualnie się zbliża.
Dłoń żywa potwierdziła istnienie nienaruszonych, okrągłych, jędrnych,
zmarzniętych pośladków i całej reszty. Otworzyła oczy. Milczenie przerwał
dźwięk jakby synchronicznego rozdzierania ręcznika przez zawodników sumo
wydających ochrypłe oznaki zmęczenia i złego kota znajdującego się w
towarzystwie ciekawskiego psa. Tak, burczenie w brzuchu oznacza, że już przed
13. Zsunęła się z kanapy zabierając jedną z paczek warzyw, które wrzuciła na
patelnię po wejściu na pół ślepo do kuchni. Zapaliła 2 palniki, dolała oleju do
warzyw i wody do czajnika. Włączyła delikatnie huczący okap. Czajnik gwiżdże, a
jej części ciała uprzednio martwe wracają do świata żywych z bólem głowy na
czele. Kawa na stole, bez mleka i cukru. Ona na krześle, bez stanika i poczucia
czasu. Później okazało się, że i bez węchu. „Rozmrożone warzywa dużo szybciej
się przypalają” myślała wyrzucając do kosza to co z nich zostało. Po tym jak
wydmuchała nos i poczuła unoszący się w powietrzu zapach spalenizny postanowiła coś zamówić.
Dzwoniąc do pizzerii była już pewna tylko jednego. „Zanim przyjedzie jedzenie,
ubiorę stanik!”


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz