Z obolałym
pośladkami, ramieniem i głową siedziała na podłodze rozmyślając nad tym, co
ciekawego jeszcze może jej się dzisiaj przydarzyć. Korzystając z okazji, jaką
dawała jej niska pozycja wytarła żółtym ręcznikiem wodę, którą uprzejme kałuże
zalały jej wcześniej obuwie. Zniechęcona i naga wstała ze szmatą (posądzoną o
spowodowanie incydentu z listonoszem) w ręce. „Spaliłabym cię, gdybyś nie była
mokra”. Weszła do łazienki i z całej siły rzuciła Bogu ducha winnym ręcznikiem
w złodziejkę biżuterii. Wyjęła z szafki kolejny, tym razem zielony. Został
najpierw wymięty dłoniami, wytarty o ramiona i szyję. W tym momencie nastała chwila
przyjemności związana z delikatnym dotykaniem piersi nieskażonych męską dłonią
od czasów wczesnego dzieciństwa. Później znowu szorowanie, mięcie, wgniatanie,
aż w końcu w okolicach intymnych został potraktowany szlachetnie, po czym podzielił
los żółtej koleżanki.
Cieniutkie stopki, czyste koronkowe figi, krótkie dresowe spodenki, luźna
koszulka z rękawem trzy/czwarte niezakrywająca płaskiego brzucha to rzeczy, w
jakich Amanda czuła się najswobodniej, dlatego też w ten sposób się ubrała. Wróciła
do niecierpliwego lodu, który zdążył stopnieć. Otworzyła zamrażarkę tym razem
bardziej doświadczona odskoczyła zaraz po otwarciu, jednak nic nie wypadło, ale
lodu już nie było. Wyjęła 3 niebieskie paczki.
Miała zamiar poczytać książkę, otrzymaną od mamy na urodziny
dwa miesiące wcześniej (z komentarzem, "ohh, chciałabym też móc poczuć tą woń znajdując się w tłumie") o tajemniczym tytule „Pachnidło”.
Do obiadu, który jadła
zazwyczaj około godziny trzynastej miała sporo czasu. Siły jednak nie pozwoliły na
jakąkolwiek aktywność, więc włączyła telewizor. Natrafiając na pierwszy z brzegu kanał muzyczny (Polo TV) odpuściła sobie również ten rodzaj rozrywki i rzuciła się w odmęt najwygodniejszej w tym momencie kanapy na świecie.
Nie zapomniała o
przyłożeniu do obolałych miejsc zmrożonych warzyw na patelnię.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz