- Dziękuję,
do usłyszenia.
„Pół godziny. Umrę z głodu.” Żółtym, ale już dojrzałym bananem postanowiła
uzupełnić porcję dziennego zapotrzebowania organizmu na owoce i warzywa. Wysunęła
szafkę z biustonoszami.
„Biały nie, bo do pary i zbyt szybko się brudzi. Szary zbyt smutny. Czerwony zbyt
wyzywający. Kremowy zbyt niewidoczny. Czarny zbyt rzucający się w oczy.” Po dziesięciu minutach założyła szary, aby pokazać wszechświatu w jak
beznadziejnym jest dzisiaj humorze. Poprawiła jeszcze wygodę układając lepiej
niż zrobił to przypadek półkule w miseczkach. Włożyła ponownie swoją koszulkę. Usiadła przed laptopem i
przejrzała swój ulubiony niebieski portal społecznościowy. Jedyne powiadomienia
jakie się pojawiły od trzech osób to zaproszenia do przeciekawych i zajmujących
gier z fabułą równą tej w opowiadaniu: „Jest żuk. Żuk pcha gówno.” Napisała
jeszcze Gabrysia: „Dzisiaj kino. Jaki film? Nie wiem. Zobaczymy na miejscu.
Będę o 17:00 !”
Siedzenie na kanapie przed komputerem przeglądając portale społecznościowe (i
nie tylko) jest niesamowite. Można w takim układzie nasze mieszkanie porównać do wehikułu czasu (którego panelem kontrolnym jest komputer) przenoszącego zawsze w przyszłość, dlatego też pan doręczyciel
pojawił się z pizzą w mgnieniu oka. Trzy kliknięcia zamka. Dywanik cofnięty.
Ubrania założone. „Wszystko gotowe!” Nacisk na klamkę. Deszcz pada. Pan w czerwonej kurtce
i czapce, tym razem miał niecałe dwa metry wzrostu i zmęczone wczorajszą
imprezą oczy.
- Bry, "mała", potrójny ser, sos pomidorowy, dwadzieścia siedemdziesiąt – żuł gumę mlaskając z głupkowatym
uśmieszkiem.
Chwyciła torebkę. Po wyczuciu w środku skóropodobnego materiału czerwonego portfela doznała olśnienia na
miarę iluzjonisty czytającego w myślach dotykając skroni. Reszta z bułek -
2,30 zł, nic więcej.
- Można płacić kartą?
Oparł się o futrynę. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, przez co mlaskał jeszcze głośniej
i upodobnił się do alfonsa trafiającego na potencjalną pracownicę.
- Tylko gotóweczka "mała" paniusiu - toczył swój gówniany żart.
Spojrzała w głąb niezbadanej czeluści. Indiana Jones rozpoczął poszukiwanie skarbu, a
jego biczem i maczetą w jednym stała się łyżeczka znaleziona u wrót jaskini. Nieskończona
lawina szminek, błyszczyków, lakierów do paznokci, paragonów, papierków po
batonikach, śrubokrętu i kluczy nie pozwalała dojrzeć nawet zarysu
jakiejkolwiek monety. Po trwającej całą wieczność minucie pojawiło się
światełko w tunelu w postaci rozerwanego materiału na dnie. Rozchyliła dwa poszarpane kawałki tkaniny i oto ukazał jej się lekko zniecierpliwiony Władysław II Jagiełło.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz