Kolejne
pół szklanki tym razem likieru z sokiem pomarańczowym wypiła podczas
półgodzinnego obrzędu suszenia włosów wsłuchując się w kojące odgłosy wyjącej
suszarki. „Koniec z alkoholem”. Wyjmując z zamrażarki lód na zimny okład majestatyczny kawał zmarzniętego na kość mięsa spadł obok jej stopy wywołując
ogromny huk. „Ale mam szczęście”. Podczas owijania lodu ręcznikiem usłyszała
dzwonek do drzwi. Podeszła, spojrzała przez Judasza. Listonosz. Trzy kliknięcia
zamka, nacisk na klamkę, krok w tył i drzwi otwarte. Deszcz dalej padał.
- Dź, dź, dzieeeeeń dobry, Pani Am, a, aaaaaamanda Wietrzak? – zapytał
niski lekko jąkający się przemoczony listonosz o wątłej budowie ciała i ciemnych włosach
sięgających ramion, po czym podniósł oczy z listy na kobietę stojącą przed nim i
wyszczerzył zęby zadowolony z zaczerwienioną twarzą. Po wzroku przeskakującym z gładkich nóg na dojrzałe piersi zdała sobie sprawę z tego, że żółty
ręcznik, który dalej miała na sobie ledwo co zakrywał okolice bikini. Lekko się pochyliła, ugięła kolana, przełożyła włosy na jedną stronę, naciągnęła jak najniżej mogła przekrzywiając głowę i krótko odwzajemniła uśmiech.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- O, oooooj w, wieeelu rzeczach – chciał szybko zażartować, ale odkaszlnął
i sztywny niczym żołnierz z powagą godną księdza na pogrzebie dodał mrużąc oczy – Dzi, dzi , dziiiisiaj mam dla Pani p, paczkę. Proszę o p, poootwierdzenie
odbioru p,p, podpisem o tu, tuuutaj. – drżącą ręką wskazał miejsce podpisu
i podał długopis.
Podpisała się szybko niechętnie odrywając prawe ramię od ręcznika.
- Dziękuję u, uprzejmie – wymamrotał, podał małą paczuszkę.
- Dziękuję i do widzenia – odebrała przedmiot i położyła z boku na komodzie.
Zrobiła krok w tył, sięgnęła ręką klamki uwalniając w ten sposób supeł ręcznika, który w tym momencie postanowił się rozwiązać. Listonosz gapił się
bez słowa, a ona czuła jak okrycie zaczyna się zsuwać odsłaniając jej piersi. "Nie pozwolę Ci się rozebrać!" W
ataku paniki chwyciła drugą ręką materiał. "No popatrz znowu mi się udało". Chciała szybko zamknąć drzwi. Zaklinowały
się na dywaniku. Szarpnęła oburącz drzwiami w tył. Przewróciła się na tyłek, rozpakowana, rozgniewana i w lekkim rozkroku. Zatrzasnęła drzwi nogą. Listonosz stał
jeszcze pięć minut przed nimi, po czym patrząc na wierzgające spodnie pomyślał „To była ta
jedna, jedyna okazja na milion przyjacielu, o której mówił tata, a Ty się budzisz
dopiero teraz?!”, a wracając do pracy mruczał już sobie tylko:
- Ń, nie dość że się j, jąkam, to jeszcze staje mi z, z ooopóźnieniem…


o święty Jezu, takich bredni świat nie widział odkąd napisano Koran. naprawd, złe do kwadratu. dretwo, kiepski warsztat, żenująca historyjka. miała wzbudzić jakieś pożądani, podniecenie walentynkowe? jeśli tak, to jedyne co powoduje, to ZAŻENOWANIE podczas czytania. do nauki, pisarzem to Ty nie będziesz!
OdpowiedzUsuń