Słoneczko zaczęło wychodzić, ale nawet mimo tego, że zaraz miało zajść i tak wywołało uśmiech na twarzy dziewczyny.
Buty, torebka i dodatki. Czarne trampki, mały czarny plecaczek i srebrne delikatne kolczyki wraz z cieniutką srebrną bransoletką wydawały się być jak najbardziej na miejscu.
Całe stado odznaczone! Zostało jeszcze piętnaście minut. Nie chciało jej się dłużej czekać, więc skorzystała z mocy wehikułu czasu. Piećdziesiąt
namolnych dzieciaków stoi przy ścianie i naciska nieustannie guzik przez sobą.
Sygnał każdego przycisku biegnie do jednego dzwonka, wydającego niemonotonny dźwięk.
Dzwonek do drzwi w odczuciach Amandy brzmiał właśnie w ten sposób. Trzy
kliknięcia. Nacisk. Pociągnięcie.
Kobieta o podobnym wzroście, ciemnych włosach i kwaśnej, skupionej minie lekko
pochylona wpatrywała się w palec bezwiednie klikający włącznik dzwonka.
Pstryczek w ucho dla Gabrysi.
- Cześć! – wykrzyknęła czarna z uśmiechem na twarzy przerywając tymczasowo
swoje zajęcie – Będę tak naciskać dopóki nie wyjdziesz gotowa. – Ponownie się
schyliła i wróciła do wytwarzania irytującego dźwięku.
Drzwi się zatrzasnęły i po dwóch minutach otwarły z podobnym impetem. Trzy kliknięcia.
- A to Pani Amanda już gotowa? Myślałam, że dłużej sobie ponaciskam. –
skomentowała z pofalowanym czołem oraz wykrzywionymi w nieszczerym bólu i
rozpaczy ustami – Zapraszam w takim razie do taksówki.
Srebrny mercedes stał przed domem i czekał na dwie ociągające się panie.
Wsiadły. Taksówka ruszyła bez żadnych wskazówek. Siedziały zajęte rozmową.
(O czym rozmawiają dziewczyny? Rozmawiają dosłownie o wszystkim. Przeważnie
zaczyna się od typowego „co tam”. Poziom ciekawości i szczerości odpowiedzi
kandydatek wzrasta jednak wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego
rozmawiając i ilości alkoholu wypitego podczas tej rozmowy. Teraz miały pod
ręką do picia jedynie wodę, z której nie skorzystały, a czas to piętnaście
minut, więc nie miały też czasu aby się rozwinąć.)
Nie zwróciły jednak uwagi na
to gdzie jadą.
Taksówka zatrzymała się. Amanda spoglądała niepewna to na Gabrysię, to na
kierowcę.
- Dwadzieścia siedem, pięćdziesiąt poproszę.
- Ale jak to, za co ja mam Panu płacić?! – odezwała się zdenerwowana blondynka.
- Za trasę, czas, paliwo, proszę Pani. Dwadzieścia siedem, pięćdziesiąt. –
poprosił ponownie spokojnym tonem.
- Ale przecież Pan przywiózł mnie z powrotem pod mój dom!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz