Blondynka
wyskoczyła zdenerwowana z samochodu. Zaraz za nią popędziła jej przebiegła przyjaciółka.
- Amanda! – krzyknęła Gabrysia, po czym
złapała ją przed drzwiami - Nie dałam mu złamanego grosza. Chodź wejdziemy do
domu, zadzwonimy po normalną taksówkę – wydyszała zmęczona.
- Nie przejmuj się, już od rana prześladuje mnie jakiś okropny pech – odpowiedziała
tak, jakby spotykało ją to każdego dnia.
Uśmiechnięta sięgnęła do kieszeni po klucze, których nie zdążyła przerzucić do
torebki. Zamek blokował się w pewnym momencie obrotu. Nacisnęła na klamkę.
Drzwi nie były zamknięte na klucz.
- Złodziej – wyszeptała blondyneczka z przerażeniem w oczach i zaczęła szukać
telefonu – Zadzwonię lepiej od razu na policję.
- Nie dzwoń na policję! – zaprotestowała szybko przestraszona przyjaciółka –
Może po prostu zapomniałaś zamknąć drzwi.
Po chwili namysłu blondynka zgodziła się, tylko zastanawiało ją jedno.
- A co jeżeli tam rzeczywiście będzie złodziej? Wystraszy się nas. Stwierdzi,
że jesteśmy jedynymi świadkami. Zabije nas bez namysłu, a ja tam mam po prostu
wejść?
- Jesteśmy dwie, tak łatwo sobie z nami nie poradzi.
- Mam plan. Szybko otworzę drzwi. Wbiegniemy do łazienki i od razu się
zamkniemy. Nawet jeżeli ktoś będzie w domu, to nie zdąży zareagować.
Kiwnięcie głową na tak i wyraz twarzy Gabrysi mogły oznaczać tylko pozytywną odpowiedź
na pytanie „Czy może frytki do tego?”, jednak jej przyjaciółka nie zwróciła na
to uwagi. Odliczyła do trzech. Otworzyła drzwi. Przebiegły do łazienki.
Zamknęły się na klucz. Przybiły uszy do drzwi i czekały na jakikolwiek ruch
złodzieja.
- Ja wezmę ręcznik, rzucę mu na głowę i postaram się go dusić. Ty weź suszarkę i
bij mocno. – taki plan obmyśliła czarna.
Dwie minuty sprawiły, że zdecydowały się na atak. Zdjęły buty, aby łatwiej i
ciszej się poruszać. Sprzęt gotowy. Wychodzą z łazienki. Kliknięcie zamka w
chwili napięcia brzmiało prawie jak wystrzał z pistoletu. Amanda uchyliła lekko
drzwi i zauważyła białą rzecz leżącą na ziemi. Pod wpływem impulsu rzuciła z
całej siły suszarką w tą część złodzieja, który rozbił się na kilkanaście mięciutkich
i kremowych kawałeczków.
Po chwili wpatrywania się w arcydzieło utworzone na podłodze doszła do wniosku,
że był to jakiś tort. Leży przed nim jakaś kartka skąpana teraz w kremie
śmietankowym. Podniosła ją i otarła.
„Czekamy w salonie” – brzmiał napis, po którego przeczytaniu poczuła na sobie
Gabrysię. Wtulała się i krzyczała:
- Wszystkiego najlepszego matołku! Chodź do reszty!
Przybyli dobrzy znajomi i przyjaciele. Niespodziankowa uczta urodzinowa miała
opierać się na torcie i wódce. Ponownie zamówili pizzę. Krystaliczne wody
powodujące zachwianie równowagi i wymioty w niektórych przypadkach lały się
strumieniami. Tańce, żarty, śmiech i śpiewy. Tak właśnie wszyscy do późnego
wieczoru lub wczesnego ranka ucztowali z okazji tej wspaniałej rocznicy.
Jak zatem skończył się ten wyjątkowy dzień dla Amandy?
Postanowiła posprzątać zaraz po wyjściu gości. Przebrała się w swoje ulubione cieniutkie
stopki, czyste koronkowe figi, krótkie dresowe spodenki i luźną koszulkę z podartym
rękawem trzy/czwarte niezakrywającą płaskiego brzucha. Jej plan runął kiedy usiadła
na krześle i zasnęła.
KONIEC


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz